Dynamiczny wzrost firmy przyczyną problemów
Sprzedaż rośnie, zespół się powiększa, klientów przybywa. Rośnie optymizm, że teraz będzie już tylko lepiej, bo kryzysu nie widać na horyzoncie. Mimo to zaczyna brakować gotówki. Pojawia się chaos organizacyjny i poczucie utraty kontroli. To nie jest przypadek, to jest prawidłowość dla pewnego etapu rozwoju firmy.
Jest to schemat powtarzający się w każdej firmie. Ten moment został dobrze uchwycony co najmniej przez dwóch spośród autorów, których prace poznałem. Obaj opisują ten sam etap, jednak patrzą na niego z dwóch różnych perspektyw: finansowej i strukturalno-operacyjnej.
Greg Crabtree opisał zjawisko „czarnej dziury” (Black Hole). Mechanizmu, w którym wzrost pochłania gotówkę szybciej niż firma jest w stanie ją pozyskiwać. Jest to zjawisko czysto finansowe.
Wzrost powoduje większe zapotrzebowanie na kapitał. Rosną należności i zapasy, wydłuża się cykl konwersji gotówki, firma finansuje swoich klientów. Brak możliwości pozyskania dodatkowego finansowania powoduje utratę płynności.
Doug Tatum nazwał tę samą fazę „ziemią niczyją” (No Man’s Land). W tym okresie firma wyrasta z modelu małej firmy. Jednak nie ma jeszcze struktur ani kompetencji dużej organizacji. To jest zjawisko strukturalno-operacyjne, nie tylko finansowe. Wzrost wywołuje rosnącą złożoność działalności: więcej klientów, projektów, pracowników.
Struktura organizacyjna okazuje się niewydolna, procesy szwankują. Właściciel nadal zajmuje się zarówno sprzedażą, jak i operacjami. Zatrudnia „na zapas”, czyni zbyt duże inwestycje w infrastrukturę. To powoduje wzrost kosztów stałych, spadek produktywności i rentowności.
W praktyce oba opisane zjawiska występują równolegle. Zostały zidentyfikowane w dojrzałych gospodarkach. W relatywnie stabilnych warunkach rynkowych, ukształtowanych od dawna. Obie koncepcje opisują firmy, które:
- Znajdują się „pomiędzy” – nie są już firmami mikro, ale nie są jeszcze dojrzałymi organizacjami.
- Systematycznie i szybko rosną – problem nie dotyczy więc stagnacji w rozwoju. Wynika z dynamicznego ich wzrostu.
- Wchodzą w strefę wysokiego ryzyka – pojedyncze decyzje mają coraz większe znaczenie, błędy stają się kosztowne.
- Wymagają zmiany modelu działania – nie wystarczy dalej robić więcej tego samego i w taki sam sposób.
W Polsce ten etap rozwoju wygląda inaczej
Jest zdecydowanie trudniejszy dla małych firm. Dopiero w ostatnich latach firmy poznają prawdziwie konkurencyjną gospodarkę. Wcześniej można było wykorzystać proste rezerwy, np. dostęp do tańszej siły roboczej. Obecnie ten dostęp się kończy, a konkurencja rośnie.
Dlatego ta faza wzrostu w obecnych warunkach rynkowych jest dla polskich firm zdecydowanie trudniejsza. Składają się na to co najmniej poniższe czynniki:
- Krótsze doświadczenie rynkowe przedsiębiorców
Wiele firm jest nadal prowadzonych przez pierwsze pokolenie właścicieli. Brakuje wzorców świadomego zarządzania przedsiębiorstwem i jego finansami. Firma rośnie szybciej niż kompetencje zarządcze przedsiębiorców. Nie mieli od kogo przejąć dojrzałych modeli zarządzania.
- Otoczenie regulacyjne mało przyjazne dla przedsiębiorcy
Przepisy nie uwzględniają interesów właścicieli firm. System podatkowy wyraźnie chroni interesy państwa. Interpretacje przepisów niosą niepewność. Decyzje finansowe przedsiębiorców są trudniejsze, margines błędu mniejszy, konsekwencje bardziej dotkliwe.
W mojej ocenie powyższe czynniki razem tworzą systemową lukę, która najmocniej odróżnia warunki działania małych polskich firm od warunków w rozwiniętych gospodarkach rynkowych. Powoduje ich niższą zdolność konkurowania. Co przy rosnącej złożoności zarządzania potęguje problemy.
Każdy błąd w zarządzaniu finansami szybko prowadzi do napięć płynnościowych. Instytucjonalne bariery i brak przygotowania przedsiębiorców utrudniają pozyskanie finansowania zewnętrznego.
Strefa zapaści finansowej – bardziej dotkliwa niż gdzie indziej
W tych warunkach przed polskimi przedsiębiorcami piętrzą się przeszkody i problemy znacznie większe niż No Man’s Land czy Black Hole, „standardowe” dla dojrzałych rynków.
Pojawia się bardzo rozległa, zdradliwa, trudna do przebycia strefa zapaści finansowej. Przypada najczęściej kiedy rosnąca firma zbliża się lub osiąga przychody w przedziale 10 – 20 milionów złotych. Składają się na nią łącznie:
- „Ziemia niczyja” – struktura i organizacja przedsiębiorstwa przestają nadążać za skalą jego działalności,
- „Czarna dziura” – możliwości finansowania przestają nadążać za wzrostem potrzeb rozwojowych oraz
- Systemowa luka – niekorzystne warunki systemowe potęgują skalę problemów i ryzyko błędów.
W warunkach polskich jest to kumulacja kilku problemów jednocześnie. Nie przypadek, zły moment lub kardynalne błędy w postępowaniu przedsiębiorców. To skutki wejścia w nieunikniony etap wzrostu. Etap dojrzewania przedsiębiorstwa, w warunkach dojrzewającej równolegle, lecz ciągle niedojrzałej gospodarki rynkowej.
Potwierdzeniem, że tak dzieje się systematycznie od paru lat, mogą być poniższe dane z najświeższego Raportu o stanie sektora małych i średnich przedsiębiorstw w Polsce 20261.
Przyczyn może być więcej, ale nietrudno powiązać te wymienione wyżej ze szczególnie narażoną na nie grupą małych przedsiębiorstw. W 2024 roku inne grypy mogły odczuwać pewną poprawę, dla małych firm niekorzystny trend utrzymuje się nadal.
Największe ryzyko związane z tym okresem rozwoju to błędna interpretacja objawów. Najgorsze, co nieprzygotowane przedsiębiorstwo może zrobić, to uznać, że trzeba jeszcze bardziej „podkręcić” sprzedaż. Albo próbować przeczekać ten okres, bo „to chwilowe problemy”.
W takim momencie wzrost sprzedaży powiększa problem, chaos się pogłębia, a gotówka znika jeszcze szybciej. Z kolei brak działań, szczególnie zdecydowanej strukturalnej transformacji, prowadzi do utraty kontroli nad finansami. Bez reakcji na czas prowadzi do bankructwa.
Kluczowe wnioski
Tego etapu nie da się ominąć. Każda rosnąca firma prędzej czy później do niego dochodzi. Można próbować go przejść na jeden z dwóch sposobów:
- świadomie przygotowując organizację do zmiany oraz uzyskując dostęp do zasobów finansowych,
- reagując po fakcie, gasić pożary w miarę ich pojawiania się i stopniowo tracąc kontrolę nad firmą.
Te dwa podejścia odróżnią firmy, które świadomie skalują swoją działalność, od tych, które utykają w strefie zapaści finansowej.
Jeżeli firma jest przed tym etapem, powinna się dobrze przygotować na przejście albo świadomie zrezygnować z forsowania takiej ścieżki rozwoju. Zawsze istnieją jeszcze inne atrakcyjne możliwości.
Jeżeli już jest w strefie zapaści – powinna sytuację systemowo uporządkować. Bo to nie jest czas na działanie intuicyjne. To jest moment wymagający celowego przestawienia się na:
- zmianę sposobu zarządzania finansami,
- uporządkowanie struktury organizacyjnej i procesów.
Trzeba celowo zbudować „system odpornościowy” firmy na czas przejścia przez strefę zapaści finansowej oraz na dalsze funkcjonowanie w nowych warunkach, jako dojrzała organizacja.
Podsumowanie
Modele Crabtree i Tatuma pokazują, że każda rosnąca firma wchodzi w okres przeciążenia zarówno finansowego, jak i organizacyjnego. W polskich warunkach ta faza jest dla firm bardziej wymagająca:
- przedsiębiorcy mają mniejsze doświadczenie,
- działają w niestabilnym otoczeniu regulacyjnym,
- mają utrudniony dostęp do kapitału.
Dlatego powstaje specyficzna „strefa zapaści finansowej” — etap, którego nie da się ominąć. Firma może przygotować się do niego i przejść z sukcesem, utknąć w nim na długo albo przepaść z kretesem, jeżeli nie podejmie odpowiednich działań, a szczęście nie dopisze.
Źródła: